Zajęcia uniwersyteckie w czasie pandemii

Semestr zimowy dobiega końca. Zajęcia odbywaliśmy zdalnie od pierwszych tygodni października. Przed nami przerwa i semestr letni. Nic nie wskazuje na to, by zmienił się zasadniczo tryb zajęć. Pandemia nie ustąpiła, dostęp do szczepień jest bardzo ograniczony (prognozy nie są zachęcające). W tej sytuacji warto zwrócić uwagę na publikowane raporty poświęcone nauczaniu zdalnemu i związanymi z nim problemami oraz pokusić się na zestawienie ich z własnymi obserwacjami / doświadczeniami. Właśnie ukazał się raport Inkubatora UW pt. „Nauczanie zdalne. Oswojenie (nie)znanego. Wpływ pandemii COVID-19 na szkolnictwo wyższe”. Jest to ciekawa lektura i impuls do dyskusji.

Zajęcia zdalne stają się faktem

Jeszcze na początku semestru zimowego mieliśmy nadzieję, że zajęcia będziemy mogli odbywać stacjonarnie, a jedynie w wyjątkowych sytuacjach w sposób mieszany, hybrydowy. Okazała się płonna. Pandemia nie ustąpiła, zagrożenie zarażeniem także. Przestawienie się z trybu stacjonarnego na zdalny nie stanowiło w tym semestrze już takiego problemu, przydały się doświadczenia z poprzedniego półrocza.

Wzrosła aktywność działu szkoleń uczelni, każdy zainteresowany mógł szybko nadrobić zaległości lub poznać inne narzędzia do prowadzenia zajęć. Duża zaletą okazało się to, że cała uczelnia mogła korzystać z jednego środowiska i w jego ramach z licznych narzędzi. Ustrzegło to przed koniecznością „skakania” z jednego programu do drugiego. Wpłynęło także, jak sądzę, na jakość naszej pracy, ale także studentów.

Wprawdzie nadal z ich strony są duże opory przed używaniem kamer, czy nawet wstawieniem własnego, spersonalizowanego awatara, ale są to, z mojego punktu widzenia, kwestie drugorzędne. Czy jednak nie powinniśmy na nowo przemyśleć zajęć zdalnych jako specyficznej formy dydaktyki?

Biegłość w obsłudze narzędzi to jedno, jakość samych zajęć drugie.

Raport

Ciekawym materiałem do przemyśleń jest raport Inkubatora UW pt. „Nauczanie zdalne. Oswojenie (nie)znanego. Wpływ pandemii COVID-19 na szkolnictwo wyższe”. Zebrano w nim doświadczenia z różnych uczelni amerykańskich i europejskich, także polskich. Raport składa się z trzech części. W pierwszej przedstawiono problemy zdalnego nauczania na wybranych uczelniach w czasie pandemii i zwrócono uwagę na jego efektywność (ciekawe jest zestawienie zdalnego nauczania przed pandemią i w jej trakcie).

W dwóch następnych częściach omówiono perspektywę studentów (część druga) i prowadzących (część trzecia). Szczególną uwagę zwrócono na sytuację każdej z grup, efektywność zdalnego nauczania i wyzwania, jakie przed nim stało i stoi.

Sporo miejsca poświęcono także na nakreślenie oczekiwań obu grup w tym zakresie. W podsumowaniu zawarto rekomendacje dla uczelni kontynuujących zdalne nauczanie.

Zmiana perspektywy

Publikacja oferuje materiał co najmniej do przemyśleń, a być może także do opracowania zaleceń.

W czasie pandemii zmieniło się całkowicie podejście do nauczania uniwersyteckiego. Tradycyjny, stacjonarny tryb, wydaje się w jakimś sensie już anachroniczny. Przemyślenia wymagają sylabusy, siatka godzin, aż w końcu metody stosowane w czasie zajęć.

W raporcie przytoczono ciekawe wyniki badań z Uniwersytetu w Bonn, które pokazywały preferencje studentów. Dominują metody interaktywne.

Kolejnym problemem jest pogorszenie się sytuacji materialnej studentów, coraz częstsze pojawianie się rożnego rodzaju zaburzeń psychicznych (depresja, stany lękowe). Wymaga to zmiany oczekiwań prowadzących wobec studentów (mniejsze obciążenia, częstsze przerwy, elastyczność w prowadzeniu zajęć i inne).

Zmieniła się radykalnie także sytuacja prowadzących. Wzrosły oczekiwania pod ich adresem. Muszą świetnie posługiwać się narzędziami zdalnymi, znać różne metody e-lerningu, zmienić system ocen (rezygnacja z egzaminów pisemnych na rzecz ustnych). Metody stosowane na zajęciach powinny być mocniej dostosowane do specyfiki dyscypliny naukowej. W przypadku sytuacji wykładowców uwagę zwrócono m. in. na przeciążenie pracą, wynikające z wymagań trybu zdalnego – przygotowanie do zajęć, sztywną siatkę godzin i wymiar pensum nieadekwatny do e-lerningu.

Przyszłość zdalnego nauczania

Nic nie wskazuje na to, że szybko porzucimy tryb zdalnego nauczania. Stanie się on częścią naszej codziennej pracy także w następnych semestrach. Zamiast rozpaczać z tego powodu i marzyć o powrocie do tradycyjnych zajęć, warto już teraz częściej dyskutować o krótko- i długoterminowych skutkach pandemii na naszych uczelniach, także na UWr.

Jednym z aspektów problemu, choć nie jedynym, są sprawy dydaktyczne. Nie mniej ważne są także kwestie naukowe itd. W przypadku zajęć zdalnych warszawski raport podsuwa kilka tematów, które powinny być koniecznie przedyskutowane.

Spraw naukowych nie uwzględniono. Jednak każdy z nas planując takie czy inne badania, często zakładał kwerendy archiwalne czy biblioteczne. Niejednokrotnie związane miały być z wyjazdami służbowymi do konkretnych placówek. Jeszcze inni planowali badania terenowe. Dzisiaj prac tych nie można wykonać, należy w miarę szybko zrewidować plany.

Pewną pomocą jest bezpłatny dostęp dla społeczności akademickiej do bazy publikacji czołowych wydawnictw krajowych i zagranicznych. Można je z powodzeniem wykorzystać do zajęć, ale także i badań własnych.

Także i ten wpływ pandemii na rozwój naukowych winien być przedmiotem dyskusji.

    Krzysztof Ruchniewicz

    historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

    Wszystkie posty autora
    2 komentarze
    • Szymon Polak

      26/01/2021, 20:28

      To może komentarz z perspektywy studenta. W przypadku dwóch różnych od siebie dycyplin – historii i filologii miałem możliwość porównania sposobów prowadzenia zajęć i egzaminowania. Przede wszystkim ważną rzeczą stało się wzajemne zaufanie do siebie obu stron (student i prowadzący), albo jego brak. W tym przypadku najlepiej sprawdza się jednak stara zasada „Ufam, ale sprawdzam”.

      Studenci mają skłonność do sięgania po różne pomoce. I tutaj pojawia się pewien rozłam wśród samych prowadzących – część wymaga pokazania swojego pomieszczenia podczas egzaminu, żeby upewnić się, że student nie ma żadnych ściągawek i nikt mu nie będzie pomagać. Inna część skłania się ku opcji „tumiwisizmu” – wysyłają test, wyłaczają swoje narzędzia pracy zdalnej i czekają jedynie na wypełnione testy. Jeszcze inni wprowadzają formuły, które mogą być nieadekwatne do samego znaczenia przedmiotu.

      Należy jednak znaleźć pewne optiumum między próbą odpowiedniego zaangażowania studenta i obciążania go wiedzą, a późniejszym egzaminowaniem go. Już 2 semestry nauki zdalnej implikują pewne zasadnicze przemyślenia – na całe szczęście narzędzia są coraz lepsze.

      Jednakże nic nie zastąpi kontaktu z prowadzącym w formule face to face, a co równie ważne – kontaktu z innymi studentami. Jeszcze inna sprawa to aktywność fizyczna – samo przejście z domu na przystanek tramwajowy stanowiło poranną formułę ożywiającą ciało i ducha. Teraz wystarczy wstać chwilę przed zajęciami, zasiąść do sprzętu i przeprowadzić/wysłuchać zajęcia.

      Pewnym paradoksem jest to, że nauka zdalna spowodowała spadek ilości wolnego czasu, przynamniej wśród niektórych. Brak zmiany miejsca nauki, kilkugodzinne przebywanie w tym samym miejscu często w tej samej pozycji – to ma zasadniczy wpływ na zdrowie fizyczne, jak i psychiczne.

      Pozytywne w tej całej sytuacji było to, że przynajmniej w okresie zamkniętych bibliotek, pewne materiały można było znaleźć w internecie. Poszukiwania pozwoliły odkryć wiele baz danych, o których prowadzący zajęcia mówią rzadko, albo nie mówią wcale.

    • Patryk Rafał Pilch

      26/01/2021, 22:23

      Studia oprócz zdobywania wiedzy i badań, polegają przede wszystkim na kontakcie z drugim człowiekiem – nie ma znaczenia, czy jest to znajomy z roku, czy profesor. Co jakiś czas, na koniec wykładów, czy konserwatoriów dochodziły od prowadzących głosy, że brakuje im sal wykładowych, całej atmosfery uniwersytetu, a co ważne, bezpośredniego kontaktu z nami, studentami. Podobnie jest w drugą stronę. Mimo że brać studencka komunikuje się poprzez różne komunikatory, to jednak nie zastąpi to bezpośrednich relacji.

      Mimo to, tryb zdalnych studiów dał możliwość prawdopodobnie niespotykanego dotąd kontaktu z prowadzącymi zajęcia. Pracownicy uniwersytetu naprawdę starają się szybko i sumiennie odpowiadają na nasze pytania, czy prośby.

      Stres odbija się bardzo niekorzystnie na nas wszystkich. Z perspektywy studenta mogę powiedzieć, że siedzenie w jednym miejscu naprawdę wyprowadza z równowagi. Pojawiają się takie dni, że nie ma się siły na nic.

      Wydaje mi się, że zajęcia zdalne ośmielą tych studentów, którzy do tej pory mieli jakieś obiekcje przed udzielaniem się na forum. Na historii mogę stwierdzić, że więcej osób zabiera głos “ten jeden raz, aby mieć spokój” – przynajmniej na tych zajęciach, na które uczęszczam.

      Z własnej prospekty muszę powiedzieć, że zajęcia zdalne odbiły się – co ciekawe – niekorzystnie na walce z problemami płynności mowy. Dodatkowy stres, spięcie ciała, brak odprężenia ma znaczący wpływ na blokady. Może jest to pole do wypracowania nowych środków radzenia sobie z tym problemem?

      Warty odnotowania jest fakt, że przejście w tryb zdalny ułatwiła uczestnictwo w przeróżnych konferencjach naukowych, szkoleniach, czy warsztatach. Takie doświadczenia bardzo rozszerzają nasze możliwości.