Sprawdzam! Egzamin w czasie pandemii

Egzamin, który miałem przeprowadzić w tej sesji, był pewnym wyzwaniem (zresztą ekscytującym). Miał to być sprawdzian trafności wybranych metod. W połowie semestru rozpocząłem wykład z historii najnowszej. Jest on przewidziany dla całego roku. Z większością tych studentów już pracowałem, prowadząc trzy z czterech grup konwersatoryjnych do tej epoki. Po zastanowieniu postanowiłem zorganizować egzamin ustny. Uważam, że mimo wszystko jest to lepsza metoda nie tylko sprawdzenia wiedzy faktograficznej, ale przede wszystkim stopnia zrozumienia, umiejętności przedstawienia skomplikowanych tematów, zdolności oratorskich. Wcześniej podałem listę 68 zagadnień oraz wykaz lektur (do egzaminu studenci mieli wybrać jedną z nich). Dzisiaj zakończyłem dwudniowy maraton egzaminacyjny. Postawiłem dużo dobrych ocen, studenci byli – zważywszy na warunki – dobrze przygotowani. Pojawił się jednak problem z kompozycją i strukturą wypowiedzi, którego nie przewidziałem.

Zajęcia dydaktyczne w czasie pandemii

Do prowadzenia zajęć w okresie pandemii już się przyzwyczailiśmy. Doszliśmy chyba do metod najbardziej nam odpowiadających. O zastosowanych przeze mnie metodach pisałem już przy innej okazji. Nowym wyzwaniem był w tym semestrze egzamin. Nie organizowałem go jeszcze w czasie pandemii. Rozważałem różne możliwości: egzamin klasyczny (ustny), pisemny lub testowy.

W końcu zdecydowałem się na klasyczny. Byłem świadom, że oznacza to dla mnie maraton egzaminacyjny. Jednak w obecnych warunkach jeszcze jedna możliwość kontaktu osobistego, zobaczenia studenta i rozmowy z nim jest w mojej ocenie bezcenna.

Egzamin z pomocą ankiety MS Form, jak dla mnie, jest już całkowitym wyobcowaniem się z układu wykładowca-student, choć rozumiem, że w wielu wypadkach jest to praktyczne narzędzie.

Zawsze jednak sprawą podstawową pozostaje odpowiednie poinformowanie studentów o zasadach czekającego ich sprawdzianu. Na pierwszym wykładzie przekazałem wykaz zagadnień do przygotowania oraz spis lektur (studenci mieli wybrać jedną z nich).

Poinformowałem również o moich oczekiwaniach co do samej wypowiedzi na egzaminie. Nie interesowało mnie jedynie zestawienie dat, osób i wydarzeń, lecz ujęcie problemowe i analityczne. Zachęcałem studentów, by w czasie opracowywania pytań zwrócili także uwagę na kompozycję wypowiedzi.

Egzamin

Na egzamin zapisanych było 69 studentów. Podzieliłem ich na grupy trzyosobowe. Każdej z grup przypisałem jedną godzinę (po ok. 20 minut na osobę). Kilka osób zdecydowało się na przedtermin, mogłem więc sprawdzić stronę techniczną. Tym razem skorzystałem z aplikacji MS Teams (nie wersji webowej). Połączenie było bardzo dobre, zrywało się stosunkowo rzadko.

Jednak wielogodzinne okupowanie sieci domowej mogło spowodować jakieś problemy. Na szczęście do nich nie doszło, także po stronie studentów połączenie działało praktycznie bez zarzutu.

Jestem właśnie po dwóch dniach maratonu egzaminacyjnego. Czas na podsumowanie. Pierwsi studenci zgłosili się już o 8 rano, ostatnia trójka o 18. Po raz pierwszy mogłem zobaczyć ich twarze na żywo (wcześniej najczęściej skrywali się za nikiem lub avatarem).

Muszę przyznać, że było to ciekawe doświadczenie. W końcu nie musiałem mówić do czarnego ekranu!!!

Po zgłoszeniu się studentów krótko objaśniałem dalszy przebieg egzaminu. Składał się z dwóch części: w pierwszej studenci losowali dwa pytania i po krótkim przygotowaniu na nie odpowiadali, w drugiej dzielili się wrażeniami z przeczytanej lektury (wcześniej oddali recenzje w wersji pisemnej).

Wrażenia

Nie tylko fakt pokazania się konkretnych osób na monitorze był ciekawym doświadczeniem. Poruszające były także zabiegi wielu osób, by w tej nadzwyczajnej sytuacji zachować związane z egzaminem zwyczaje.

Zdarzały się więc garnitury z krawatami i muchami i eleganckie bluzki. Część studentów używała teł, inni zezwalali zajrzeć w głąb swoich pokojów. Od kilku tygodni sam korzystam z tła fotograficznego, więc nie dzielę się – jak to było na początku – moją prywatnością. Myślę, że jest to szerszy problem. W czasie połączeń online zauważyłem, że granica między miejscem prywatnym a miejscem pracy łatwo się zaciera. Konsekwentne używanie tła jest jednym ze sposobów przeciwdziałania temu.

Musze przyznać, że studenci generalnie byli dobrze przygotowani. Może pandemiczne obostrzenia pozwoliły lepiej się przygotować, dając więcej czasu na lektury? Z przyjemnością słuchałem niektórych długich wypowiedzi (które tak bardzo różniły się od zdań – haseł często występujących na zajęciach).

Nie przerywałem, pozwalając ich autorom podsumować i spuentować je, chyba że – wobec świetnej prezentacji – przedłużanie egzaminu było niepotrzebne.

Problemy

Zauważyłem jednak inny problem niż ewentualne braki w faktografii. Chociaż na wykładzie starałem się uczulić studentów na kwestię kompozycji wypowiedzi, a potem przypominałem ją przed rozpoczęciem egzaminu, wiele osób miało mniejsze lub większe problemy z tym aspektem. Dotykało to osoby bardzo dobrze przygotowane, jak i te nieco słabiej.

Do wypowiedzi wkradał się nierzadko brak spójności, logicznego poprowadzenia wypowiedzi, a nawet chaos. Zastanawiam się nad przyczyną. Z pewnością nie była nią tylko sytuacja stresowa, związana z każdym egzaminem. Studenci mieli kilka minut, by przygotować się do odpowiedzi po wylosowaniu pytań (trójka po kolei odpowiadała najpierw na pierwsze pytanie, potem na drugie pytanie).

Być może zbyt mało uwagi w procesie dydaktycznym zwracamy na ćwiczenie wypowiedzi, ich kompozycję, wewnętrzną strukturę? A przecież sprawne przedstawienie swoich myśli, uwypuklenie niektórych aspektów to rudymentarna umiejętność absolwenta humanistyki (i nie tylko).

Studenci powinni doskonalić myślenie problemowe i analityczne i takiż model wypowiedzi na forum (egzamin jest tylko sprawdzianem ich umiejętności / kompetencji zdobytych na zajęciach).

Efekty

Egzamin ustny przeprowadzony online zakłada wysoki stopień zaufania do studentów. W naszym kraju zaufanie wzajemne to, jak twierdzą socjologowie, towar mocno deficytowy. Cóż, tak pewnie jest. W końcu kultura ściągania ma się dobrze, zatem wymyślanie sposobów egzekwowania wiedzy stara się za nią nadążyć.

Muszę jednak przyznać, że dla mnie perspektywa pilnowania i karania osób dorosłych, dobrowolnie przecież studiujących historię, jest odrzucająca. W trybie zdalnym i tak nie jestem w stanie sprawdzić, czy przygotowując się do odpowiedzi nie ściągają z niedozwolonych pomocy.

Zakładam uczciwość i dobrą wolę. W czasie słuchania odpowiedzi studenta zawsze można zadać dodatkowe pytania, które pozwalają sprawdzić, jaki jest faktyczny stopień opanowania i zrozumienia (a to najważniejsze!) materiału. Czasem miałem wrażenie, iż posługiwano się „pomagaczami”. Pospiesznego szukania pomocy nie tylko we własnej pamięci nie da się przecież ukryć.

Najważniejsze jest jednak wyrabianie i u uczniów, a potem studentów przekonanie, że jest to po prostu nieuczciwe, i w gruncie rzeczy uwłaczające nie tylko egzaminatorowi, ale przede wszystkim im. Dla nich jest także po prostu szkodliwe.

Czy studenci zżynali czy nie, nie było więc dla mnie kluczowe. Bardziej interesowało mnie, co potrafią zrobić z posiadanym zasobem wiedzy faktograficznej, jak patrzą na złożone zagadnienia historyczne, czy rozumieją procesy kształtujące poprzednie stulecie.

Łapanie osób słabiej przygotowanych z pomocą pytań o Kenii w latach 50. XX wieku to nie dla mnie. Bardziej mnie interesuje, co studenci wiedzą o i jak potrafią powiązać różne aspekty problemu dekolonizacji.

Uważam także, że zabiegając o wysoki poziom zajęć, powinniśmy zwracać większą uwagę na harmonijny rozwój różnych kompetencji, także tych werbalnych.

Nie traćmy też jednak z oczu prostej prawdy: to są studia, nie szkoła, więc w gruncie rzeczy najwięcej zależy od pracowitości, pasji i otwartości samych studentów. To oni osobiście muszą chcieć skorzystać z oferty rozwoju, jaką daje uniwersytet.

Mentalność szkolna, niestety, nie zawsze ginie już na pierwszym roku studiów…

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Wszystkie wpisy autora
2 komentarze
  • Krzysztof Kawalec

    15/02/2021, 21:09

    W trakcie rozmowy egzaminacyjnej problem ściągania rzeczywiscie nie jest wielkim problemem. Nie jest całkiem tak, by przeciwdziałanie nieuczciwym praktykom, nie było celowe (właśnie dlatego, że są nieuczciwe), ale nie jest to łatwa sprawa. Oglądanie studenta na ekranie (bez tła) mogłoby dodatkowo ułatwic kontrolę. Natomiast przy egzaminie testowym, albo pisemnym, nawet jeśli odbywa się on w kontrolowanym czasie, nie bardzo widzę możliwości przeciwdziałania nieuczciwym praktykom. Gdy idzie o ogólne wrażenia z rozmowy ze studentami, miałem bardzo podobne po egzaminie z myśli politycznej na studium doktoranckim.

  • Krzysztof Okoński

    16/02/2021, 00:07

    Dobre oceny powinny cieszyć, ale oczywiście nie chodzi nikomu z nas (mam na myśli wykładowców) o nieuzasadnioną inwazję ocen bdb. Zawsze starałem się przestrzegać zasady zgodności zakresu tematycznego egzaminu z treścią zajęć/lektur i tryb zdalny też tego nie zmienił.

    Muszę jednak przyznać, że zarówno zajęcia, jak i egzaminy obfitowały w niespodzianki. Zauważyłem np., że zajęcia z praktycznej nauki języka niemieckiego odbywają się niemal na takich samych zasadach, jak w trybie stacjonarnym, a może nawet przy większym zaangażowaniu studentów.

    Tymczasem w trakcie wykładu miałem nierzadko wrażenie, że pełnię funkcję radia kuchennego, którego dźwięk towarzyszy przygotowaniu śniadania czy opróżnianiu zmywarki. Owszem, kiedy nie przełączyłem prezentacji na tryb pokazu wideo lub w przypadku problemów z dźwiękiem zwykle parę osób (te same?) sygnalizowało problemy, ale trudno mi się opędzić od wspomnianego wrażenia.

    Dotychczasowym „przebojem” jednego z wykładów była odpowiedź jednego ze studentów, zapytanego o interpretację obrazu Neo Raucha: „Przepraszam, ale właśnie prowadzę, chociaż oczywiście słucham Pańskiego wykładu”.

    Wracając do „trybu szkolnego” z Pańskiego wpisu na blogu: myślę, że – przynajmniej u mnie – potwierdzają się wyniki badań, które swego czasu przeprowadził prof. Mackiewicz z UAM. Otóż polscy studenci kierunków filologicznych są o wiele bardziej zainteresowani praktycznym wymiarem np. wielokulturowości niż ich amerykańscy i niemieccy rówieśnicy. Mówiąc kolokwialnie – „do czego mi się to przyda?”. Przekładając to na moje zajęcia – wykład z historii kultury niemieckiej jest dla nich w najlepszym razie ciekawostką (pomijam oczywiście zainteresowane jednostki), natomiast praktyczna nauka niemieckiego to pewna wartość, której nie chcą utracić w dobie ograniczonego dostępu do języka (wyjazdy, stypendia, kontakt z Muttersprachlerami itp.).

    Z jeszcze innej strony – „olewanie” wykładu zawsze kończy się gorszą oceną, więc mimo miejscami niezasłużonych dobrych, a nawet bardzo dobrych ocen, nie mam wrażenia gwałtownego skoku średniej. Zmniejszyłem udział pytań opisowych na rzecz np. zmuszających do myślenia pytań testowych z „wrednymi” pytaniami (oczywiście powiązanymi z wykładem) i elementów wizualnych (identyfikacja obrazów, elementów architektury, postaci itp.).

    Bywa, że niektórzy padają na banalnych skrótach – wtedy np. dowiaduję się , że Ufa to …. miasto w Rosji (no, zgadza się, ale co to ma do wykładu o kulturze w rep. weimarskiej?) – i punkty lecą.