Inauguracyjne posiedzenie

Pierwsze posiedzenie Senatu UWr już za nami. Czerwonego dywanu nie było, maseczkę z logotypem uczelni nie rozdano. Za to każdy z senatorów otrzymał przy rejestracji specjalnego pilota do głosowania. Posługiwanie się tym urządzeniem wywołało wymianę zdań, której przysłuchiwałem się z dużym zainteresowaniem. Podjęto bowiem niebagatelny problem. Czy pilot zapewnie bezpieczeństwo procedury, zwłaszcza w czasie głosowań tajnych? Dowiedzieliśmy się, że można opracować bez większego problemu program, który będzie w stanie wpłynąć na rozkład głosów. Rozwinęła się krótka, ale bardzo ciekawa dyskusja.

Bezpieczeństwo informatyczne

Krótka wymiana zdań o bezpieczeństwie głosowania (tajnego) za pomocą pilota uzmysłowiła mi inny problem, który – mam taką nadzieję – powinien pojawić się na jednym z kolejnych posiedzeń.

Pandemia wymusiła na nas przejście z trybu stacjonarnego pracy na zdalny. Na ile narzędzia internetowe, z których korzystamy w pracy, są bezpieczne? Czy dane przekazywane tą drogą są należycie chronione? Już podczas pierwszych e-wykładów czy zdalnych ćwiczy natknęliśmy się na problem wyłączonych kamer u większości studentów. Komunikacja odbywała się jedynie za pomocą głosu. Nierzadko z powodu problemów z internetem, także i głos zanikał.

Co dzieje się z wyprodukowanymi przez nas informacjami? Czy są niszczone, czy nadal odkładane na serwerach? Czy bezpieczne są głosowania, które odbywamy za pomocą zalecanych narzędzi, np. MS Forms. Czasami mam wrażenie, że to nie brak odpowiednich zabezpieczeń jest problemem, lecz głownie nieumiejętne używanie dostępnych narzędzi.

Rutyna

Znaczna część posiedzenia była poświęcona rutynowym działaniom. Głosowano nad wieloma wnioskami awansowymi na stanowisko profesora UWr. Z dużym zainteresowaniem przysłuchiwałem się informacjom, które wnioskujący uznali za ważne do przedstawienia. I tu pojawił się poważny problem.

Pomimo istnienia jednego formularza wspólnego dla różnych dyscyplin, podawane informacje znacząco odbiegały od siebie. Jako nieścisłowiec nie mialem punktu odniesienia, czy taka czy inna liczba cytować do dużo, czy mało. Ile pozyskano grantów krajowych czy zagranicznych? Czy osoby aplikujące w ogóle kierowały już grantami? Jak wyglądała sprawa publikacji, także w językach obcych? Jakie kontakty zagraniczne rozwinęły osoby aplikujące?

Brak kryteriów awansu uwzględniających specyfikę dyscypliny stanowił znaczące utrudnienie przy podejmowaniu decyzji. Nie zawsze przytaczano wynik głosowania rad dyscyplin, co w przypadku spraw naukowych uważam za duży błąd. Członkowie rady, jak wiadomo, mogą bardziej kompetentnie wypowiedzieć się o dorobku naukowym niż rady wydziałów. Wkrótce mają powstać generalne kryteria, co uważam za dobre posunięcie.

Dyskusja, dyskusja

Bez wątpienia program posiedzenia, być może z racji długiej wakacyjnej przerwy, był przeładowany. Po trzech godzinach posiedzenia, bez małej choćby przerwy (może w przyszłości kawa w takiej sytuacji stanie się czymś oczywistym! Chyba że własny termos ma wystarczyć…) koncentracja znacznie zmalała. Pojawiło się naturalne zmęczenie. Na dyskusję nie było już miejsca i wielkiej ochoty.

Obawiam się, że jest to generalna bolączka tego rodzaju posiedzeń. Potrafię zrozumieć powody. Chce się rozstrzygnąć jak największą liczbę spraw. Czy pośpiech jest jednak wskazany? W tej sprawie zabrałem głos. Nie chciałbym, by posiedzenia nowego Senatu ograniczyły się do „maszynki” do głosowania, nierzadko charakterystycznej dla gremiów wydziałowych.

To prawda, że otrzymaliśmy nowe narzędzie, pilot, głosowanie odbywało się więc bez problemu, a wyniki były natychmiast podawane. Jednak „odchudzenie” programu, przesunięcie części punktów na rzecz dyskusji nad ważnymi sprawami uważam za wskazane, wręcz konieczne. Inicjatorem może być w tym przypadku rektor (czy jego zastępcy) lub sami członkowie Senatu. Jest początek kadencji, warto więc się nad tym bardziej zastanowić.

Uniwersytecki savoir vivre

Tekst piszę już w nocy. Za oknem ciemno. Z głośników sączy się leniwie muzyka. Nie zaglądam do poczty. Ale czasami zdarza się, że jednak to robię, zwłaszcza, gdy czekam na ważną pocztę służbową. I tu niespodzianka. Jest już rzeczą nagminnie stosowaną, że nie tylko studenci, ale i część pracowników administracji uczelni rozpoczyna swe pisma od „Dzień dobry”, „Witam” itd. Za każdym wywołuje to u mnie irytację. Czekam jeszcze na „Do widzenia” w zakończeniu.

Czy stosowanie przyjętych w korespondencji zasad i form jest takie trudne? Nie można się tego nauczyć? Czy zwierzchnicy nie mogą wyczulić swych podwładnych na niestosowność/nieprofesjonalność takich praktyk? Trochę jest to walka z wiatrakami (toczę ją ze studentami od lat).

Mam jednak nadzieję, że kierownictwo uczelni, np. pani dyrektor generalna wyda stosowne zalecenie. Z pewnością poradników tworzenia oficjalnej korespondencji nie brakuje, jeśli ktoś potrzebuje fachowego wsparcia. Brak tylko nieco wrażliwości, odrobiny chęci do nauki i chyba szacunku dla kultury epistolograficznej (tak, wielkie słowo…). A wpływa ona przecież również na ogólną kulturę relacji międzyludzkich.

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Wszystkie wpisy autora
Wstaw komentarz