Konkurs dobrnął do mety…

Konkurs na utworzenie inkubatorów doskonałości naukowej za nami. Gratuluję wszystkim zwycięzcom. Ponieważ byłem jednym z wnioskodawców, który doszedł do III etapu postępowania, pozwolę sobie jednak wyrazić swoje ubolewanie z powodu potraktowania autorów nienagrodzonych projektów. O wynikach dowiedziałem się dopiero wczoraj ze … strony internetowej. Informację powieszono w zakładce w piątek, ale o tym nie miałem pojęcia. Do dzisiaj przewodniczący komisji konkursowej nie uznał za stosowne napisać listu, podać punktacji, załączyć materiałów, w tym recenzji (na żadnym etapie postępowania się otrzymałem do nich wglądu). Zaczynam się zastanawiać, czy głoszone tak szumnie hasła projakościowych, transparentnych działań nie przegrały tu z biurokratyczną rzeczywistością i nawykami, a może tylko z pośpiechem i przypadkową niestarannością?

Konkurs

Konkurs na inkubatory to jeden z najważniejszych składników wielkiego projektu uczelni badawczej, który realizuje od roku UWr. Ma on dokonać, przynajmniej tak to widzę, rewolucji w naszych uniwersyteckim bytowaniu. Wielkie słowa, wielkie nadzieje… ale też wielkie, konkretne potrzeby naszej społeczności i wymagania, którym sprostać powinniśmy starać się wszyscy. Z mojej perspektywy konkurs był jednak nietransparentny.

Po przejściu do trzeciego etapu, nie udostępniono mi recenzji autorstwa zewnętrznych specjalistów (mój wniosek znalazł się na trzecim miejscu zgodnie z pismem z dnia 26 czerwca b.r.), rozmowa online z komisją odbyła się w budzących wątpliwości warunkach. A to od niej, jej członków – pracowników UWr, jak się chyba wydaje, zależał ostatecznie los konkurujących projektów.

Przebieg rozmowy

Całość trwała tylko pół godziny, choć spotkania z finalistami trwały łącznie ponad tydzień. Z tych 30 minut na autoreferat miałem 10 minut, w dodatku bez możliwości korzystania z przyczyn technicznych z prezentacji. Tknięty przeczuciem na godzinę przed posiedzeniem zamieniłem prezentację na pdf i przesłałem ją do sekretariatu projektu z prośbą o udostępnienie członkom komisji.

Zadawane po niej pytania były ku memu zaskoczeniu dość ogólne, nie dotyczyły bezpośrednio projektu, większość odpowiedzi znajdowała się już zresztą w jego opisie.

Liczyłem, że usłyszę szczegółowe pytania, zwłaszcza ze strony członków komisji reprezentujących nasze nauki humanistyczne i społeczne, odnoszące się do konkretnych składników koncepcji, możliwych słabych miejsc wskazanych przez recenzentów.

… i pierwsze wrażenia po…

Tak czy inaczej pół godziny szybko minęło. Nie można jednak tego powiedzieć o następnych dwóch tygodniach oczekiwania na informację o uzyskanych punktach oraz na podanie nie tylko wyników konkursu, ale i uzasadnienia decyzji komisji. Tych nie ma do tej pory.

Ograniczono się (piszę te słowa we wtorkowe popołudnie) do podania w jednej z zakładek strony internetowej listy laureatów i tytułów zwycięskich wniosków. Nie otrzymałem nawet lakonicznego emaila na temat rozstrzygnięć podjętych w sprawie mojego wniosku, co wydać się może po prostu lekceważące.

Transparentność

Mam nadzieję, że rozmowa ze mną, jak i innymi uczestnikami III etapu konkursu była nagrywana.

Można więc będzie sprawdzić jej przebieg. Z pewnością w dokumentacji są także prezentacje przedstawiane podczas rozmowy, protokół dyskusji członków komisji, lista przyznawanych punktów (zapewne obowiązywała dobra zasada wyłączania się z procedury, gdy dotyczyła projektów z własnego wydziału, co jest praktykowane np. podczas posiedzeń ekspertów NCN).

Liczę również, że podane do publicznej wiadomości zostaną punktacje wszystkich projektów na poszczególnych etapach.

Ponieważ przewodniczący komisji nie przesłał dotąd żadnych informacji autorom projektów odrzuconych (po II i III etapie), powstaje duży margines do domysłów i spekulacji. Za duży i niepotrzebny. Zwłaszcza, że regulamin nie przewiduje odwołań.

Dbałość i wyczucie

Uważam, że w przypadku tak ważnych konkursów i na tak wysoką kwotę (4 mln zł na projekt), należy podchodzić do procedury z dużą dbałością i wyczuciem pamiętając, że każdy z uczestników (z naszej uczelni, ale i z kraju czy z zagranicy, bo konkurs był otwarty) zainwestował wiele czasu i pracy w przygotowanie projektów, w dodatku w trudnym czasie pandemii.

Te, które ostatecznie nie będą finansowane, także zawierają ciekawe i ważne naukowo pomysły (zapewne wskazali na nie również recenzenci). To dobro, na którym uczelnia może bazować i osiągać korzyści naukowe i wspólnotowe.

Sposób potraktowania ich przez komisję jest jednak dość gorzką pigułką do przełknięcia. Nie zawsze zasada, że zwycięzca bierze wszystko, jest dobra dla wspólnoty jako takiej.

    Krzysztof Ruchniewicz

    historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

    Wszystkie posty autora